RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Laura i ogrodnik XIII

Delikatnie położyła brata na ziemi i pocałowała go w czoło. Jeszcze raz przyłożyła ucho do jego piersi by upewnić się że żyje. Był taki spokojny.

Z bólem podniosła się i otarła łzy. Rozejrzała się, jakby szukając potwierdzenia, że to co zamierza zrobić jest słuszne.

-Morderczyni, morderczyni, zabijesz mnie i moje kwiaty, a wtedy zabijesz, zabijesz Fabiana!

 Imię jej brata niemal krzyknął, piskliwie, jak szczur, który dostał się między skrzydła wiatraka. Przeczuwał co zamierza zrobić i desperacko starał się wzbudzić poczucie winy.

 

Nie odpowiedziała. Po prostu podniosła się i uderzyła go w pierś. To wystarczyło, żeby się przewrócił na plecy. Schyliła się i złapała go za kołnierz fartucha. Materiał zatrzeszczał ostrzegawczo. Zaczęła go ciągnąć w stronę, z której dochodził szum wody. Odkryła w sobie pokłady niewyczerpanej siły.

-Morderczyni, złodziejka. Ratunku...

Charczał przyduszony przez za ciasny kołnierzyk. Nie zwracała na niego uwagi. Gdy znaleźli się przy betonowej rynience wypełnionej wodą, podniosła go i po raz ostatni patrząc mu w oczy, wyszeptała.

-Dołączysz do swoich kwiatów.

Po tym zanurzyła jego głowę pod wodę i usiadła na nim okrakiem. Miotał się tylko przez chwilę.

Laura wróciła do brata i bezgłośnie nawoływała jego imię. Odpowiadał jej tylko szelest oddechów i trzepot motylich skrzydeł.

 

Ich widok sprawił, że zapragnęła uwolnić te wszystkie nieświadome niczego istoty. Nic innego nie pozostało. Czy powrót do miasta i opowiedzenie ludziom o tym świecie miało sens?

 

Podeszła do pierwszego chłopca. Wyglądał tak niewinnie. Niebieskie żyłki na jego powiekach drgały, jakby śnił. Kosmyk włosów przykleił się do czoła. Laura z niedowierzaniem patrzyła na jego ręce pozbawione ciała. Nagie żyły pulsowały życiem. Kości lśniły. Dopiero, gdy w zagłębieniu zwiędłej dłoni dostrzegła wijącego się, białego robaka, zdała sobie sprawę, że dziecko tak naprawdę od dawna już nie było sobą.

 

Wykonała jeden, zdecydowany ruch ręką, błysnęło ostrze noża i z rozciętego gardła popłynęła krew. Laura rozpoczęła obłąkany taniec, niemal na ślepo zadawała ciosy, kolejne głowy opadały, serca przestawały bić, szum strumienia mieszał się z dźwiękiem opadających ciał i łamiących się drewnianych rusztowań. Pękały gorsety, a między motylami wznosiły się uwolnione dusze. Smród stawał się coraz trudniejszy do zniesienia.

Gdy skończyła, wyczerpana upadła przy Fabianie.

Przypomniała sobie ich wspólne życie w mieście. Nie znali słońca, ani smaku pomidorów, ale byli szczęśliwi. Mieli siebie. Byli wolni, chociaż uzależnieni od wiatraków i elektrowni.

Chłopiec oddychał spokojnie, a na jego ustach majaczył cień uśmiechu.

 

 

 

 

09:48, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik XII

Tego jednego Laura była pewna, kobieta odpowiadała za to, że chłopiec zamilkł.

 

Laura wykonała ostatni ruch. Nóż z cichym chrzęstem prześlizgnął się po gardle. Głowa odchyliła się a na twarz Laury trysnęła krew.

Potem przyszła kolej na ogrodnika.

-Gdzie on jest?

-Zła, złodziejka, zniszczy wszystko.

Zacisnął pięści, jakby chciał ją uderzyć, ale wystarczyło że, uniosła zakrwawiony nóż do jego policzka, by zacisnął usta i zamilkł. Bez słowa zaczął iść między rabatkami, a gdy doszli do ciemnego korytarza zatrzymał się, cicho mamrocząc.

-Moje kwiaty, zniszczy kwiaty, złodziejka niedobra.

Najwidoczniej chodzenie bez oparcia sprawiało mu ogromną trudność, bo miał plecy zlane potem i co chwilę się potykał.

-Na co czekasz, prowadź!

Pchnęła go. Skulił się w sobie i sapnął. Ociągając się, wszedł w jeden z korytarzy. Niesamowity zaduch uniemożliwiał oddychanie. Laura starała się nie zwracać na to uwagi. Zasłaniając nos jednym ramieniem, drugim, popychała ogrodnika.

Korytarz był wyjątkowo długi i skierowany nieznacznie w dół. Niecierpliwiła się, kiedy po raz kolejny się zapętlił. Nie wierzyła swojemu przewodnikowi i w końcu była gotowa użyć noża, ale kiedy złapała go za ramię, jej oczom ukazał się widok, jak z najgorszego koszmaru. Tuż przed nimi wyrosła chłopięca sylwetka rozciągnięta na dziwnym stelażu. Dziecko podwieszone za ramiona miało rozciętą klatkę piersiową, a na wysokości twarzy Laury biło nagie, małe serce.

 

Ogrodnik zaśmiał się, najwyraźniej zadowolony z reakcji dziewczyny, która cofnęła się przerażona, gotowa uciec. Z niedowierzaniem patrzyła na coś, co przekraczało granice jej wyobraźni. Chłopiec miał odchylaną głowę i przymknięte oczy. Nie było widać na niej cierpienia. Rozciągnięte ręce i powykręcane, palce, niczym pędy jakiejś dziwnej rośliny, przywarły do ściany. Reszta ciała wciśnięta była w metalowo-drewniany gorset, podtrzymujący chłopca. Laura podeszła do niego blisko i przytknęła palce do jego nosa. Oddychał. Nie zareagował, kiedy dotknęła jego policzka i uniosła głowę.  Ciało było wiotkie i ciepłe. Pod wpływem dotyku rozchodziło się jak przetarta tkanina. Tylko serce biło nieprzerwanie, pompując krew i napinając się rytmicznie. Dziewczyna zgięła się w pół i zwymiotowała.

-Najcenniejsze kwiaty, piękne, ty nie przyniosłaś żadnego na wymianę, a jadłaś pomidora, złodziejka!

Pochylał się nad nią i przebierał małymi nóżkami w miejscu, przypominając przy tym kolebiącą się gruszkę.

-Gdzie jest Fabian? –zapytała, starając się zapanować nad torsjami.

Ogrodnik nawet na nią nie spojrzał. Po prostu wszedł na kolejny plac, który na pierwszy rzut przypominał ten poprzedni. Tylko, że tutaj nie było żadnych warzyw. Między drzewami, na krzyżach, porozciągane były ludzkie ciała. Sami chłopcy. Dzieci. Unieruchomieni w gorsetach, podtrzymywani przez drewniane krzyże, okaleczeni, zdeformowani, trwali pogrążeni w jakimś letargu.

-Czy oni... czują?- zapytała przyglądając się dziwnej parze, zszytej brzuchami i odchylonych głowach, jak płatki kwiatu z dumą prezentującego mięsień pompujący krew. Jedno serce, które pracowało dla dwóch ciał. Nad nimi unosił się słodki, zapach zgnilizny. Za nimi, inny chłopiec ze splecionymi dłońmi skrępowanymi skórzanymi paskami, pozbawiony części twarzy. Każdy wyglądał podobnie, uśpione koszmary, z gnijącymi ranami, a między nimi morze prawdziwych kwiatów. Ogród wypełniony oddechami ludzkich roślin, skazanych na łaskę i niełaskę zwyrodnialca.

-Kwiaty czują, czują...

-Gdzie jest Fabian, ty sukinsynie...

Miała ochotę rozszarpać ogrodnika, który teraz oblizując się głaskał udo jednego z chłopców.

-Zabiłaś ją, mnie też zabijesz

Coś na kształt smutku zabarwiło jego głos

- Kwiaty też umrą. Tyle żyć. One czują, żyją, są szczęśliwe w tym ogrodzie. Spójrz jakie piękne.

Starała się go nie słuchać. Szła od chłopca do chłopca, przyglądając się uważnie ich twarzom. Szukała Fabiana, przerażona, że on jest tutaj, między nimi, bestialsko okaleczony.

-Sami dajecie mi kwiaty, dajecie, za owoce, za warzywa, taka była umowa. Ale ty nie przyszłaś na wymianę.

-Gdzie jest Fabian, bydlaku!- krzyknęła, a głos rozbił się o ściany betonowej studni i utonął w szemraniu strumyka. Niechcący trąciła jedno ciało, które zsunęło się z rusztowania i płosząc stado wielobarwnych motyli. Nagle dostrzegła w głębi kamienny stół, a na nim leżącą sylwetkę. Nadzieja zatrzepotała w jej umyśle. Podbiegła i odrzuciła prześcieradło którym było przykryte.

-Fabian...

Chłopiec nie reagował. Laura dotknęła jego nóg, rąk, piersi, zajrzała pod koszulkę, czy jego serce nie jest odkryte. Był cały. Tylko dlaczego nie słyszała jego głosu? Dlaczego się nie odzywał, nie wołał jej?

-Fabian, kochanie, obudź się, musimy uciekać. Wróćmy do miasta, do naszego domu, kochanie.

Nie odpowiadał. Oddychał spokojnie, a na jego twarzy pojawiły się rumieńce. Laura zdjęła go ze stołu i starała się postawić, jednak ciało przelewało się przez ręce, słaniał się, głowa opadała, a ręce zwisały bezwładnie. Dopiero, kiedy Laura przyjrzała się dokładniej dostrzegła na skroni niewielką dziurkę. Mgliste wspomnienie o jajkach, którymi żywiła się po drodze do tego przerażającego miejsca, zaczęło boleśnie uwierać. Ten mały otwór zdawał się być bezduszną odpowiedzią na najważniejsze pytanie. Fabian już nigdy, nie będzie taki jak dawniej.

Przytuliła go mocno i załkała bezgłośnie.

-Fabian, najpiękniejszy kwiat... delikatny, wyjątkowy, kwiat który myśli głośno....

Ogrodnik szeptał, prawie do jej ucha, wyciągnął dłoń, jakby chciał dotknąć bezwładnego ciała.

 

09:48, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik XI

Woda była zimna, a dno muliste. Raz po raz stopy Laury zapadały się, aż po kolana. Dziewczyna musiała opierać się o słupy, bo z każdym krokiem, było jej trudniej utrzymać równowagę. Szła tak długo, aż natrafiła na wnękę w ścianie. Gdy do niej podeszła okazała się być korytarzem przedzielonym rachityczną smugą światła. Wspięła się po obgryzionych przez czas stopniach i z ulgą stanęła na suchej powierzchni. Korytarz był wąski i niski. Musiała się schylić. Kierowała się do źródła światła, mimo że po bokach co chwilę napotykała inne korytarze. Im było jaśniej, tym było ich więcej, jakby miały za zadanie skusić wędrowca i zmusić do opuszczenia drogi. Nagle korytarz rozszerzył się i Laura znalazła się na wielkim jasnym placu pełnym rabat i grządek.

-Co widzisz?

Zaciekawiony Fabian nie pozwolił jej zapomnieć po co tu jest. To miejsce było bardzo dziwne, a co gorsze, porządek tu panujący świadczył o obecności człowieka. Znajdowała się w samym sercu budowli, które okazało się być studnią z gładkimi ścianami i bajecznym ogrodem w dole. Z góry padały promienie słoneczne, a między roślinami rozmieszczono wąskie kanały nawadniające. Laura zerwała z najbliższego krzaka olbrzymiego, pachnącego pomidora z cienką skórką, która pękła pod wpływem nacisku. Aromatyczny sok wyciekł między jej palcami. Niewiele myśląc, przymknęła oczy i zatopiła zęby w miąższu.

-Złodziejka! Załoooodziejka!

Chrapliwy głos zza jej pleców zmusił ją do błyskawicznego zwrotu. Wyprostowana dłoń z nożem wystrzeliła strącając kilka liści z pobliskich krzaków.

-Złodziejka!

Zaskoczona wymierzyła ostrze w pierś mężczyzny, który z sapaniem wyrzucał z siebie słowa brzmiące jak splunięcia.

-Nie jestem złodziejką- zaprotestowała, nie opuszczając dłoni.

-To dlaczego masz nóż i się skradasz do mojego ogrodu? Dlaczego jesz mojego pomidora?

Nie odpowiedziała, za bardzo zaaferowana wyglądem tajemniczego właściciela ogrodu. Był wielki, kształtem przypominał jajo i oddychał z trudem. Ubrany w zielony fartuch, który ledwie mieścił w sobie jego ciało. Głowę porastał, jak gdyby niemowlęcy meszek, miękki i delikatny, nie skrywający kształtu spiczastej głowy. Oczy miał schowane za zielonymi okrągłymi okularkami, a broda składała się z wielu fałd, na których rosły pojedyncze sterczące włoski. Ostatnia fałda, płaska i szeroka, przypominała kołnierz opadający na piersi. Gdy krzyczał, potrząsał nim jak galaretą.

-Przepraszam

Odrzuciła resztki pomidora i wytarła palce w spodnie. Nieznacznie opuściła nóż.

-Czego szukasz, dzisiaj nie ma wymiany.

-Wymiany?

Nie miała pojęcia o czym mówił, ale potrzebowała jak najwięcej informacji. Musiała znaleźć Fabiana, który teraz milczał, czytając jej w myślach.

-Nie ma, nie ma...idź sobie, idź.

-Kim jesteś?

-Przychodzisz tu, a ogrodnika nie znasz, idź sobie, idź!

Był coraz bardziej zdenerwowany, potrząsał nie tylko podbródkami, ale i całą głową, na jego policzkach i czole wykwitły plamy podobne kolorem do pomidorów. W kącikach jego obwisłych ust zbierała się spieniona ślina.

Laura była gotowa przeprosić, ale nie zdążyła.

-Ktoś nadchodzi, Lauro pośpiesz się!

Wyczuła zdenerwowanie Fabiana, a potem już nic. Nawet nie krzyknął. Kontakt urwał się, zupełnie. Laura nie odbierała żadnych sygnałów, jakby jej brat przestał istnieć, ale to przecież było niemożliwe, był tutaj, blisko, tylko nie mogła go odnaleźć.

-Gdzie jest Fabian?

Tym razem, nie chciała dać się zaskoczyć. Podeszła tak blisko ogrodnika, że piersiami dotykała jego ogromnego brzucha, a nożem wgniotła mały dołek w jednym z jego podbródków.

-Nie ma Fabian, żadnego Fabian, odejdź, złodziejka, idź sobie.

Kątem oka Laura zauważyła zbliżającą się kobietę. Jeden błyskawiczny ruch i ból rozlewający się w jej głowie. Potem upadła na wilgotną ziemię. Cios był paraliżujący, ale nie na tyle silny, by straciła świadomość. Zaskoczona, mogła tylko patrzeć jak nowoprzybyła odrzuca gruby kij i wyciera ręce w fartuch poplamiony krwią. Stanęła koło ogrodnika. Jakby dla kontrastu, niesamowicie chuda i wysoka, a jej skóra miała szary odcień. Proste, siwe włosy związała z tyłu głowy. Podeszła do ogrodnika i podała mu ramię poznaczone ranami. Oparł się na niej wbijając przy tym w skórę długie, brudne paznokcie. Kobieta nawet się nie skrzywiła.

-Za szybko, za szybko, złodziejka wszystko popsuje. Czemu nie czekałaś, niedobra.

Szedł kolebiącym się krokiem oparty na  ramieniu kobiety.

Tłumiąc jęk, Laura podniosła się. Przez chwilę walczyła z nudnościami i zawrotem głowy, ale udało się jej wstać. Ogrodnik i jego chuda pomocnica, byli już ledwie widoczni. Dziewczyna odnalazła odrzucony kij i ruszyła w ich kierunku, z każdą chwilą nabierając prędkości. W paru susach dopadła niczego się nie spodziewających  uciekinierów. Uderzyła raz. W kobietę. Zachwiała się, ale nie upadła. Odwróciła się w stronę Laury, która nie czekając, tym razem zaatakowała nożem. Cios za ciosem zagłębiała się w ciało które nie stawiało oporu. Olbrzymie zdziwienie wypełzło na twarz kobiety, ale nadal patrzyła się na Laurę, jakby miała nigdy nie umrzeć. Fabian już nie wołał, a na fartuchu kobiety pojawiały się coraz większe plamy i mieszały się ze sobą, pochłaniając, tę która należała do Fabiana.

 

09:47, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik X

Zaczęła kręcić się w kółko, szukając miejsca, gdzie głos jej brata brzmiał najmocniej, w końcu poczuła, że idzie w dobrym kierunku, niestety w tym miejscu rośliny były zbyt gęste. Nie mogła poruszać się po ciemku, bo groziło to bolesnym upadekiem, który mógłby ją unieruchomić. Złamana noga oznaczałaby przekreślenie wszystkich szans na uratowanie brata. Musiała poczekać do rana.

-Tylko parę godzin, wszystko będzie dobrze, jak zrobi się jasno, przyjdę po ciebie, dobrze?

Musiała w to wierzyć, żeby i Fabian był spokojniejszy. Nie pozostało jej nic oprócz czekania. Z powrotem usiadła pod drzewem. Oparła się o pień plecami i poczuła kojące ciepło bijące z jego wnętrza.

-Wszystko będzie dobrze- powiedziała na głos, po chwili powtórzyła to szeptem, a potem w myślach...

 

Obudziła się cała zdrętwiała i mokra. Trawy były pokryte rosą, a nad ziemią unosiła się gęsta mgła. Słońce dopiero wychyliło się zza lasu. Laura zaczęła się rozglądać i szukać drogi.

-Jak się czujesz?- zapytała w myślach.

-Boli...

 

Obróciła się. Za sobą miała trawy sięgające ramion i ciągnące się aż do olbrzymiego krateru, z którego zeszli w dolinę. Dopiero teraz zobaczyła jak to wygląda, komin z chmurą gęstego pyłu, skrywającego całe miasto.

Z drugiej strony, rośliny były bardziej zbite, miały poskręcane korzenie tworzące niebezpieczną sieć, w której łatwo było się zaplątać i skręcić nogę. Dalej rozciągał się las, a za nim góry, których wierzchołki otulone skrywały ciężkie chmury zazdrośnie kryjące swoich sekretów. Wyjęła nóż i zaczęła przedzierać się w stronę lasu.

 

Kiedy słońce wypiło ostatnie krople wilgoci z liści, Laura zaczęła opadać z sił. Nie zwalniając sięgnęła do gniazda skrytego między korzeniami, i nie zastanawiając się wiele wyjęła jajko. Czubkiem noża wywierciła dziurkę w skorupce. Oślizgła zawartość zsunęła się jej do gardła i ugasiła pragnienie. Wtedy zobaczyła, że spomiędzy drzew wyłania się szara ściana. Im bardziej zbliżała się do niej Laura, tym większego przekonania nabierała, że idzie w dobrym kierunku.

-Proszę, opisz gdzie się znajdujesz? Co słyszysz?

-Nie mogę się ruszyć. Tu brzydko pachnie, jak od wentylatorów.

-Szczury?

-Raczej nie, żadnego nie słyszałem

-A co słyszysz?

-Wodę, gdzieś tu jest chyba strumień.

Prawie się uśmiechnęła, gdy tuż u jej stóp zobaczyła cienką strużkę wody. Z każdym krokiem strumyk rozrastał się, aż zamienił się w rwącą rzekę. Teraz było łatwiej. Szła brzegiem, a tajemnicza budowla skryta wśród drzew zaczęła stopniowo się wyłaniać. W końcu ukazał się bunkier w kształcie trapezu, bez okien za to z jednym otworem, gdzie wpływała rzeka. Woda wpadała w betonowy kanał. Budowla była wielka i przygnębiająca. Bił od niej chłód, a kiedy Laura zajrzała do wnętrza poczuła odór zgnilizny. Zawahała się, jakby straciła wiarę w to, że właśnie tutaj uwięziony jest Fabian. Dopiero, gdy wyczuwając jej niepewność odezwał się prosząco, powściągnęła lęki i weszła do wody. Krok za krokiem zagłębiała się w betonowy korytarz. Po obu stronach miała słupy podtrzymujące tę dziwną konstrukcję, a za nimi chropowate, szare ściany pokryte wilgocią, straszące odsłoniętymi, metalowymi, przerdzewiałymi szkieletami. 

 

09:46, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik IX

Nic, żadnej odpowiedzi. To nie mogła być kolejna zabawa, coś się wydarzyło. Coś strasznego, czego ani Fabian, ani ona się nie spodziewali. Powinni być ostrożniejsi. To nie był ich świat i mimo kuszącej i uwodzicielskiej powłoki skrywał niebezpieczeństwa, których nie znali.

 

Laura opanowała nerwy i zaczęła biec, z furią rozgarniając krzaki, które w jednej chwili straciły cały urok. Najgorsze było to, że Fabian nadal nie odpowiadał. Łudziła się, że może jedynie przewrócił się i stracił przytomność. Może złamał nogę, zatruł się nieznanym owocem, cokolwiek, co mogłaby zrozumieć i szukać na to lekarstwa. Niestety nadzieje okazały się płonne, kiedy przy drzewie obsypanym czerwonymi owocami, dostrzegła wygniecioną trawę i plamę brązowiejącej krwi.

Fabian był ranny. Miała przed sobą niewyraźną ścieżkę między wysokimi trawami, jakby ktoś tędy przed chwilą szedł. Bez namysłu zapuściła się w labirynt roślin,  co kawałek lśniła czerwona kropla znacząca gałązki, lub liście. Jakby jej brat celowo zostawiał ślady.

 

Nie mogła powstrzymać łez. Oblała się potem, w ustach jej zaschło, nie zważając na to, zaciskając zęby, wysoko unosiła kolana i rozgarniała szerokimi łukami szeleszczące trawy. Dźwięk jaki wydawały przypominał Laurze szyderczy śmiech. Cały dopiero co odkryty świat drwił z jej wysiłków, utrudniając odnalezienie brata.

-Trzymaj się Fabian, nie pozwolę cię skrzywdzić, tylko proszę, ocknij się i powiedz, że żyjesz, proszę cię...

Kiedy stanęła na olbrzymiej łące, na której rośliny były zbyt niskie, by widoczne były ślady, zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, w którą stronę powinna iść. Na nic stało się węszenie, zbyt wiele obcych, duszących zapachów, nie wyłowiła też żadnego dźwięku mogącego wskazać trop.

 

Zawiązała mocniej chustkę na głowie i palcami wymacała nóż, który zawsze ze sobą nosiła, a z którego nigdy nie musiała korzystać. W ich świecie, mimo tego, że był nieprzyjazny, nie musiała uciekać się do przemocy. Teraz zrozumiała, że jeśli będzie taka potrzeba, zabije. Obojętne czy będzie to zwierzę, czy człowiek. Szybko oswoiła się z tą myślą i ruszyła starając się zapoznać z nowym otoczeniem na tyle, by móc rozróżnić każdą zmianę.

 

Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Niebo zasnuło się czerwienią. Laura odkryła czas. Miasto zawsze wyglądało tak samo. W dole było ciemno, a im wyżej tym jaśniej. Tutaj mogła się spodziewać ciemności, która wszystko utrudni.

 

Poganiała samą siebie ścigając się w upływającymi minutami. Z poczuciem klęski obserwowała jak na horyzoncie pojawia się granat, który błyskawicznie zagarniał dla siebie resztki światła słonecznego.

Zrobiło się chłodno. Udało się jej wymacać szorstką korę drzewa. Oparła się o cień i zamarła w oczekiwaniu na świt.

-Lauro, jest mi tak zimno

Słyszała go, ale głos był słaby i rwał się.

-Gdzie jesteś?

-Nie wiem, tu jest zimno. Zimno i ciemno. Tak bardzo się boję.

-Jesteś cały?

-Boli mnie głowa. Nie mam siły, bardzo chce mi się spać.

-Proszę cię, skup się, co się stało?

-Nie wiem, usłyszałem szelest, ale nie zdążyłem się odwrócić. Coś mnie uderzyło. Mocno.

Fabian zaczął płakać.

-Wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj, słyszysz mnie, prawda?

-Słabo, proszę cię chodź do mnie, obiecuję że już nigdy ci nie ucieknę.

 

09:45, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik VIII

Jakby wszystko było snem. Może Fabian jest teraz w domu, wrócił zmęczony i głodny. Wcale nie opuścił miasta, tylko bawił się, fantazjował, a ona wbrew zdrowemu rozsądkowi dała się wciągnąć w dziecięcą zabawę. Jak mogła być taka głupia.

-Fabian, gdzie jesteś?

Wokół tylko pustka. Czerń wsysająca jej ręce. Cisza obcierana szuraniem stóp. Szła po omacku, pewna, że zaraz odnajdzie szkielety ludzi, którzy kiedyś gonili za marzeniami, tak jak jej brat. Było niesamowicie duszno, ale i chłodno. Zdziwiło ją to. Tutaj nie było wiatraków, a w mieście, mimo że pracowały nieprzerwanie, było o wiele cieplej. Zawsze myślała, że poza miastem jest zbyt gorąco, by mógł tam wytrzymać człowiek. Tutaj powietrze było inne. Pachniało.

Szło się jej jakby lżej, chociaż już dawno straciła orientacje i wcale nie zdziwiłaby się, gdyby nagle tuż przed sobą zobaczyła miasto spowite światłem neonów, przytłumionych gęstymi spalinami.

Zachciało się jej pić. Zamarzyła o deszczu moczącym ulicę. Zaczęła tracić siły, a ciemność gęstość. Miasto. Spuściła głowę. To nie mogło się udać. Musi znaleźć kolejny skuter i spróbować raz jeszcze. Szła coraz wolniej, wołając co chwilę brata. Nadal nie odpowiadał. Strach, niepewność, rezygnacja, bezsilność, żal, gniew, wszystkie te uczucia gotowały się w niej. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Fabian tak się zachowuje.

-Proszę cię, bądź w domu- szeptała, kiedy nagle fala światła uderzyła w nią z taką siłą, że padła na ziemię oszołomiona. Różnorodne dźwięki zaatakowały uszy. Wibrujący ból przeszedł przez każdą komórkę ciała. Chwilę trwała w bezruchu, aż orzeźwiający chłód osiadł na twarzy i przyniósł ukojenie. Powoli odzyskiwała zdolność analizowania sytuacji.

 

Nie wróciła do miasta. Było za jasno. Skuliła się szukając odrobiny cienia. Zdezorientowana, czołgała się z zamkniętymi oczami, aż natrafiła dłonią na pustą przestrzeń. Gdy odzyskała wzrok zdała sobie sprawę, że cudem uniknęła upadku w przepaść. Musiała mrugnąć kilka razy i osłonić oczy dłonią, by świat odzyskał kontury. Potem pojawiły się kolory. Były tak intensywne, że wyglądały nierealnie. Ktoś namalował olbrzymią makietę, arcydzieło udające świat umarły wiele lat temu. Tylko, że to nie była makieta. Prawda z trudem torowała sobie drogę między skołowanymi myślami Laury.

 

-Miałeś rację, Fabian, miałeś rację!

Jej krzyk uniósł się echem nad zieloną doliną skąpaną w promieniach wschodzącego słońca. Niesamowita radość zapierała dech w piersiach. Klęcząc chłonęła obraz, jakiego nie potrafiła namalować ludzka wyobraźnia. Żaden opis, żadna książka, nic nie równało się z tym co zobaczyła i co niemal przyprawiło ją o szaleństwo.

-To niemożliwe, po prostu niemożliwe, musimy wracać, trzeba powiedzieć innym...

-Po to, żeby wszystko zniszczyli?

Odpowiedział jej, jak gdyby nigdy nic.

Nie chciała się kłócić, chciała napawać się bez końca tym odkryciem, chciała wymazać z pamięci całe dotychczasowe życie, pragnęła stać się częścią rzeczywistości tak doskonałej i pięknej, jak ta.

-Nie ruszaj się, zaraz do ciebie przyjdę- powiedziała do Fabiana, nie poruszając ustami. Te były zbyt zajęte uśmiechaniem się.

Z trudem stanęła na drżących kolanach. Otarła łzy, które lały się strumieniem pod wpływem ostrego światła. Wyciągnęła dłoń do rośliny rosnącej na brzegu skarpy. Była jedwabiście gładka, a po potarciu, liście wydzielały słodki zapach. Niebiański zapach, jak go nazwała w myślach Laura.

-Poczekaj tylko, jak spróbujesz owoców.- Zaśmiał się Fabian.- Jestem już tu w dolinie. Musisz uważać, kiedy będziesz schodziła w dół, niektóre z tych roślin mają kolce.

Nie przeszkadzałoby jej, nawet gdyby miały zęby. Były takie piękne, kolorowe, pachnące i nie miały w sobie chłodu kartki w książce.

Schodziła ostrożnie, co chwilę zatrzymując się nad nowym znaleziskiem. Wszystko budziło zachwyt. Na roślinach odkryła kwiaty, ziemia pachniała świeżą wilgocią, wokół wirowały motyle. To, co na początku wydało się nieznośnym hałasem, okazało się po prostu szumem drzew i śpiewem ptaków, a gdzieś z oddalił dochodził plusk wody. Od nadmiaru wrażeń kręciło się jej w głowie. Zapomniała o głodzie i pragnieniu. Po raz pierwszy w życiu widziała niebo. Błękitne i bezkresne.

-Pospiesz się, bo nic dla ciebie nie zostanie.

-Już jestem prawie na dole.

Jeszcze tylko zatrzymała się przed olbrzymią pajęczyną na której zawisły ciężkie krople rosy. Wyglądały jak drogocenne klejnoty, Laura nie chciała ich strącić, ani  zniszczyć pajęczyny, omijając ją potknęła się i upadła prosto w kępę trawy, która złagodziła uderzenie. Odwróciła się na plecy, wypluła źdźbła z ust i zaśmiała się głośno. Promienie słoneczne łaskotały policzki a Fabian wtórował jej śmiechem i nawoływał, żeby się pospieszyła.

Podniosła się niechętnie.

-No i w którą stronę teraz?

Zamiast odpowiedzi w jej głowie rozbrzmiał krzyk tak silny, że zgięła się w pół. Nagle urwał się i nastała cisza.

-Fabian?

09:45, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik VII

-Lauro! Miałem rację!

Błyskawicznie się otrząsnęła i zsunęła po prowizorycznym rusztowaniu na dno wyschniętej rzeki.

-Gdzie jesteś? Proszę, powiedz gdzie jesteś!- krzyczała. Jej głos poszybował nad skalistym podłożem i zginął w ciemnej, gęstej mgle.

-Musisz koniecznie tu przyjść, musisz to zobaczyć! Wszyscy kłamali! Lauro, tu są ptaki, jest słońce, jest wszystko, woda, czysta woda!- Nieprzerwany potok słów pełen zachwytów, płynął wprost do jej umysłu. Odetchnęła. Żył i był cały.

-Obiecuję, że już nigdy cię nie opuszczę, proszę tylko chodź tu do mnie. Już nigdy nie ucieknę.

-Musisz po mnie przyjść, nie wiem gdzie jesteś.

-Ja już nie wrócę do miasta! Nigdy! Lauro idź prosto korytem rzeki. Po prostu idź i nie zatrzymuj się.

Laura z wahaniem spojrzała w dół. Jak mu się to udało? Dno rzeki było nierówne, skaliste i ciemne. Nie wiadomo co kryło się za linią wątłego światła padającego z miasta.

Przełknęła ślinę.

-Przestań się wygłupiać i chodź do mnie, moja cierpliwość zaraz się wyczerpie. Dlaczego mi to robisz?

-To nie jest trudne, nawet nie wiesz jak blisko jest zupełnie inny świat. Nie bój się. Musisz iść, ja tu na ciebie czekam. Tu jest pięknie!

Czuła jego entuzjazm. Niemal słyszała jak bije rozemocjonowane serce Fabiana. Jej serce zaczęło bić w podobnym rytmie. Wiedziała, że to nie może być prawda, ale nigdy w życiu, nie czuła tak wyraźnie, że jej brat jest szczęśliwy jak w tym momencie.

 

I znowu zamilkł. Mimo, że wołała, prosiła, nie odpowiedział. Nie miała wyjścia.

Zeszła jeszcze niżej, aż stanęła chwiejnie na nierównej powierzchni. Nie była twarda tak jak się tego spodziewała, gdy spoglądała na nią z góry. Pod jej krokami skała kruszyła się. Laura potykała się, ale szła, nie oglądając się za siebie.

Po chwili ciemność otoczyła ją tak ciasno, że nie była pewna czy nadal jest w korycie, czy też może zabłądziła. Im dalej zapuszczała się na obcy teren tym więcej wątpliwości ją dopadało.

-Fabian...

 

09:44, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik VI

I to były jego ostatnie słowa. Laura stanęła na skrzyżowaniu, między szarym blokiem, a bramą do parku, która teraz pod wpływem podmuchu ciepłego, nieświeżego powietrza skrzypiała lekko. Przed sobą Laura miała wyludnioną ulicę tonącą w cieniu wielkich budynków, które lada chwila mogły po prostu się rozpaść.

-Gdzie jesteś, proszę powiedz mi, dlaczego się do mnie nie odzywasz?

Starała się zapomnieć o strachu. Zepchnęła go na bok świadomości i niemo wołała brata. Potrzebowała pomocy. Miasto było ogromne, ale wyludnione, żadnych świadków. Ci co na skuterach przemierzali powietrzne korytarze, nie zwracali uwagi na to co dzieje się na dole. Gdy Laura o tym pomyślała, wpadła na pewien pomysł.

 

Nie musi długo szukać. Wystarczyło, że pójdzie w stronę mostu. Być może ktoś tam ją jeszcze pamięta, jeśli nie... co może zaoferować w zamian?

 

Mała niebieska tabletka, noszona niczym amulet na sercu i jedyna pamiątka po rodzicach, oprócz Fabiana, a także przyczyna ich śmierci, powędrowała do ust niczego nie spodziewającego się chłopaka. Uśmiechał się do Laury, kiedy wsiadała na skuter. Nie czuła żalu, ani wyrzutów sumienia. Niebezpiecznie lawirując uniosła się nad dachami. Po chwili musiała jednak zniżyć lot, do poziomu, z którego mogła dobrze widzieć ulice tonące w mroku. Kiedy z naprzeciwka wystrzelił inny skuter, wraz z falą przekleństw, dotarło do niej, że musi uważnie obserwować również to, co się dzieje na górze.

 

Pędziła przed siebie, rozglądając się uważnie i zaciskając boleśnie palce na kierownicy.

-Dobrze się bawisz, wiedząc że cię szukam? Myślałam, że wyrosłeś z zabawy w chowanego. Nie umiała odmówić sobie odrobiny złośliwości, a może to ogromne rozczarowanie przez nią przemawiało. Myślała, że nie mają przed sobą tajemnic. Był przecież tylko małym chłopcem, żądnym przygód, ale nieświadomym niebezpieczeństw czyhających na każdym kroku. Jak mogła o tym zapomnieć? O ile łatwiej było gdy żyli rodzice, kiedy mogła go mieć zawsze przy sobie, skrytego pod chustą, śpiącego spokojnie na  piersi.

 

Leciała wąskimi uliczkami, wznosiła się nad niebezpiecznie kołyszącymi się platformami, omijała kominy i szkielety wieżowców pozbawionych okien. Gdy zniżała lot w ciemniejszych zaułkach, gromady szczurów rozbiegały się z przeraźliwym piskiem. Raz wystraszyła jakąś parę, strącając im niemal czapki z głów. W końcu kiedy obleciała prawie całe miasto, skuter kaszlnął parę razy, szarpnął i odmówił posłuszeństwa. Wylądowała na moście i klnąc zepchnęła go w dół. Usłyszała brzdęk żelastwa, któremu zawtórował krzyk rozpaczy i bezsilności wyrywający się z jej gardła.

09:44, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik V

Zjedli w milczeniu, a potem zagrali w grę, którą sami wymyślili. Co chwilę rozlegał się śmiech Fabiana. Udawał zwierzęta, a ona musiała zgadywać jakie, czasami było to niemożliwe. Miała wrażenie, że niektóre  są tylko wytworem jego wyobraźni, ale bronił się, tłumacząc, że sama o nich czytała. Skoro nigdy nie widziała żadnych zwierząt oprócz szczurów i karaluchów, skąd mogła wiedzieć, że nie istniały?

 

Potem wyszli razem na dach budynku. Laura patrzyła na miasto i opisywała to, co widzi. Tutaj korzystali z własnych myśli, by nie przekrzykiwać dźwięków ulic, którymi rozkoszował się jej brat. Gdzieś w oddali, koło mostu i dawnego obozowiska rodziców rozległy się syreny. To znak, że kolejny budynek rozsypał się, zamieniając się w górę gruzu i grzebiąc ludzi. W powietrzu ruch nie ustawał ani na moment, ale nawet skuterów było coraz mniej. Miasto umierało. Ci którzy jeszcze żyli starali się robić jak najwięcej szumu, by odegnać od siebie myśli niosące ze sobą poczucie beznadziei.

 

Laura i Fabian skryci za neonem ze święcącą jedną literą, śledzili skutery zmierzające w różnych kierunkach i czekając na okazję. Czasami zdarzało się, że jeden z wielu parkował na dachu i oferował im coś na wymianę. Bywało, że Laura pozbywała się jakiegoś wiatraka swojego brata, w zamian za puszkę mięsa niewiadomego pochodzenia, albo mydło, czy wodę. Wszystko było cenne i wszystkiego brakowało.

Lauro, może kiedyś wyjedziemy z miasta?

Pytanie zaskoczyło ją.

-Przecież nie ma nic poza miastem- odpowiedziała machinalnie.

-Skąd wiesz?

Nie wiedziała, po prostu znali tylko miasto. Nikt z kim kiedykolwiek się spotkali nie wspominał o tym, że istnieje coś poza miastem. To było jedynie miejsce, w którym można było oddychać, wszystko inne przestało istnieć. To ludzie zatruli atmosferę do tego stopnia, że kiedyś błękitna planeta, teraz zamieniała się w jeden wielki wymarły krater. Tylko, że jak można przekonać o tym małego chłopca, który żyje w świecie marzeń? Jego pytanie nie dawało spokoju Laurze.

 

Jemu też nie. Pewnego dnia, po powrocie do domu, nie zastała brata jak zwykle skulonego nad kolejną niezwykłą konstrukcją własnego pomysłu mającą zbawić świat.

Podenerwowana  weszła na dach, ale gdy i tam nie ujrzała znajomej sylwetki, jej serce skuliło się ze strachu i zatrzepotało. Zaczęła biegać chaotycznie zaglądając we wszystkie zakamarki. W końcu, gdy strach zamienił ją w trzęsącą się galaretę, w głowie rozległ się znajomy chichot. Miała ochotę go stłuc, ale ten wyczuł jej zamiar i zamilkł. Najwyraźniej zamierzał się jeszcze podroczyć.

-Gdzie jesteś?- zapytała bezgłośnie.

Ze wszystkich sił starała się opanować. Oparła czoło o blachę pokrytą rdzą i oddychała głęboko, chłonąc wilgotne powietrze. Jej skóra na ramionach błyszczała.

-W drodze.

-Dokąd?

-Mówiłem ci, że chcę jechać za miasto.- Tym razem to Fabian był poirytowany- Nie chciałaś jechać ze mną.

-Przecież wiesz, że nic innego nie istnieje!- krzyknęła uderzając pięścią w ścianę. Kawałek tynku odpadł i roztrzaskał się tuż przy jej stopie. Wyobraziła sobie Fabiana błądzącego z wyciągniętą dłonią między zaułkami, w których czaiło się niebezpieczeństwo. W mieście rzadko dochodziło do zabójstw, ludzie nie byli już zagrożeniem dla siebie, ale co innego sypiące się budynki i wentylatory ze zniszczoną siatką ochronną.

-Poradzę sobie, to nie mój pierwszy raz, znam lepiej to miasto niż ci się wydaje. Ostatnim razem dotarłem aż do mostu.

Przenigdy nie powinna go zostawiać samego, to wszystko jej wina. Skupiona na tym, co mówił i błagając by nie zerwał kontaktu, zbiegała po schodach.

-Proszę cię wróć, obiecuję że jutro razem tam pojedziemy. Znajdę skuter i polecimy, zobaczysz.

-Jestem już tak blisko, nie chcę wracać.

09:43, madri81
Link Dodaj komentarz »
Laura i ogrodnik IV

Zaczęło padać. Powietrze nie było już takie gęste. Laura z trudem walczyła by nie otworzyć ust i nie pozwolić by woda spłynęła prosto do gardła.  Kiedyś tego spróbowała, ale smak wody był tak obrzydliwy, że jeszcze długo po, nie mogła się go pozbyć. Ale i tak lubiła kiedy padało. Myśl, że są jeszcze jakieś siły niezależne od człowieka, coś czego człowiek jeszcze nie zdążył zniszczyć, dodawała jej otuchy.

 

Deszcz trawił powoli miasto, ale Laura wierzyła w to, że kiedyś wraz z deszczem przyjdzie odrodzenie. Czuła, że jeszcze nie wszystko było stracone. Chcąc nie chcąc przekazywała tę wiarę Fabianowi, a on jeszcze bardziej od niej pogrążał się w marzenia o zielonych dolinach pełnych słonecznego światła, czystego powietrza i szumu drzew. Najbardziej na świecie pragnął usłyszeć śpiew ptaków. Laura obiecała, że pewnego dnia zdobędzie dla niego nagranie dźwięków przyrody, ale to nie było łatwe. Zbiory bibliotek zostały rozkradzione, mniej wartościowe egzemplarze zniszczył pożar, a  reszty dokonał deszcz. Inne miejsce, w którym mogłyby być przechowywane nagrania nie przychodziło jej na myśl. Okazji szukała u handlarzy, tych samych u których czasami udawało się jej zdobyć książkę, ale i oni rozkładali bezradnie ręce.

 

-Fabian, już jestem!- krzyknęła zamykając za sobą drzwi na klucz. Nie wyszedł jej przywitać. Zajrzała do pokoju i zastała go siedzącego na materacu, między kablami, sznurkami, drutami. Udawał, że jest zajęty układaniem swoich rzeczy. Jego kolekcja rozrastała się do niebezpiecznych rozmiarów. Mówił, że zbuduje maszynę, która rozegna raz na zawsze niebezpieczny pył zalegający w powietrzu i odsłoni niebo. Dlatego w całym ich mieszkaniu, wszędzie porozrzucane były śrubki, sprężyny i gotowe wiatraki, najróżniejszych rozmiarów i kształtów. Niektóre z nich wyglądały jak prawdziwe dzieła sztuki.

Laura weszła do kuchni i sięgnęła po obtłuczone talerze. Pozwoliła by zapach syntetycznego kurczaka i prawdziwych ziemniaków rozszedł się po mieszkaniu. Nie musiała długo czekać. Fabian wpadł jak burza. Ziemniaki, mimo że hodowane w szklarniach, pod sztucznym oświetleniem, były pyszne w porównaniu z tym, co jedli na co dzień.

-Czy dzisiaj jest jakaś okazja?

Jego głos był jeszcze dziecięcy i Laura ucieszyła się, że się odezwał. Lubiła z nim rozmawiać, słyszeć, mogła wtedy odpocząć. W gruncie rzeczy jej myśli splatające się z myslami Fabiana w głowie potrafiły zamienić się w uciążliwą kakofonię. Przez lata wypracowali system, który bronił ją przed utratą zmysłów, ale bywało ciężko.

-Czy zawsze musi być okazja? Pomyślałam, że może coś należy się najlepszemu bratu pod słońcem.

Uśmiechnął się do niej i zamrugał. Zajrzała głęboko w oczy pozbawione źrenic. Szukała oznak choroby, czy czegoś innego, co mogłoby zakłócić ich spokój. Tego bała się najbardziej. Nie zniosłaby straty jedynej osoby na której jej zależało.

-Co dzisiaj robiłaś?

-Wiele rzeczy, o których nie zawsze musisz wiedzieć.

-I tak wiem wszystko.

-To po co pytasz?

-Żeby cię troszkę podenerwować.

-No ładnie, ja przychodzę zmęczona, a ty chcesz mnie doprowadzić do wściekłości.

-Tylko troszkę podrażnić.

09:42, madri81
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8